Kiedy mamy już za sobą zaspokojenie podstawowych potrzeb na naszej drabinie celów (korzyści przynależności do grupy, większej ruchomości, brak bólu pleców, umiejętności relaksacji i głębokiego oddychania)  to wyruszenie w drogę,  by poznać coś o wiele głębszego staje się naturalnym procesem. 

Wejście do ogrodu wiedzy jaką zawiera joga i poznawanie roślin w nim,  jakimi jest mądrość tego systemu. Jednak niewielu  z nas będzie traktować jogę jako poszukiwanie filozoficznych odpowiedzi na pytania, mało kto wie, który z oferowanych na rynku stylu jogi jest kolebką wszystkich istniejących. I co oznacza owe tajemne słowo Hatha Yoga. (Hatha joga oznacza łączenie przeciwieństw. Ha to słońce tha to księżyc. Możne te przeciwności zrozumieć jako łagodne spojrzenie na siebie, na to co w nas jest ciemną stroną i jak to pięknie połączyć z tą jasną, słoneczną.) I to jest w porządku, bo nie ma obowiązku, by wiedzieć. Jednak warto odpowiedzieć sobie na pytanie co sprowadziło  mnie tutaj? Czy uczę się jak pozostać w pozycji i przejść z niej płynnie do kolejnej, pozostając przez cały czas w uścisku głębokiego oddechu. Czy może ciekawią mnie techniki pozwalające  umysłowi na wyłączenie się ze wszystkiego co nas otacza i pozostanie w chwili obecnej. W skupieniu na tym co dzieje się teraz,  połączeniu się z oddechem i ciałem. (asana, pranayama and meditation) Czy może jestem na nieznanej i zawiłej drodze do samopoznania. Poprzez akcję wchodzenia na matę rozumiemy siebie, z czasem wiemy kim jesteśmy i co jest dla nas ważne. By znaleźć się na początku maty z dłońmi złożonymi do mantry om trzeba pokonać najgorszego ze wszystkich znanych nam wrogów- własne lenistwo. Równocześnie trzeba  wzmocnić  najcenniejszych sojuszników: dyscyplinę, motywację oraz zobowiązać się względem  najważniejszej osoby dla nas, SIEBIE. Kiedy decyzja jest jasna i niepodważalna przychodzi spokój, zmniejszają się oczekiwania. Pojawia się celebracja chwili i uczucie nijakiego namaszczenie pojawiającego się w trakcie praktyki. Na tym etapie obserwujemy nowy sposób w jaki podchodzimy do poznania cennych i kruchych istot jakimi jesteśmy i jakimi są inni ludzie w kół nas. To jest nowy  to klucz, by znaleźć się w centrum zdarzeń jakie przynosi nam życie. Bycie świadomym tego co robimy w danej chwili i  jak spoglądamy na chwilę obecną jest też kluczem do jogi jaką wielu z nas pragnie poznać, ale nie wie gdzie rozpocząć. To właśnie od poznania siebie rozpoczynamy  drogę na  ścieżce jogi,  kiedy już obolałe ciało nie narzuca nam swojej uwagi, nie żąda, by koncentrować całą uwagę na nim. Wtedy poznanie siebie staje się możliwe, dzięki regularnej  praktyce i poznanie wszystkiego  co  pojawia się na drodze i nam towarzyszy. Dlatego kolejną nieodzowną wartością naszej praktyki jest postanowienie. To ostatni krok, który równie dobrze mógłby być wymieniony jako pierwszy, bo spina swoją klamrą w całość nasze poczynania, bo od siły postanowienia uzależniona jest siła zwrotu naszego  zaangażowania. Jedni tą decyzją  nazwą  postanowieniem, a inni nazwą ją zobowiązaniem. Postanowienie przeprowadzania ciała i umysłu przez odcinek drogi i przyjrzenie się temu kim będę po przejściu tego dystansu. Zobowiązanie wobec tej części siebie która nie ma wątpliwości, że podróż została rozpoczęta, a warunkiem jej odbycia jest jasność i pragnienie pozostanie i poznania. Kiedy nie ma już bólu, nie ma zewnętrznego przymusu, nie ma nad nami niezależnego od nas posłańca który prosi by pomóc naszemu ciału. Zostajemy sami, wtedy czas, by odszukać mędrca w nas. On mieszka w każdym z nas i nie pojawia się w trakcie naszej praktyki, on się w nas budzi. Mędrzec wie dlaczego tu jesteście, dlaczego jesteście zainteresowani jogą, ale nie słyszycie go jeszcze, bo został utracony kontakt z nim. Warunkiem spotkania naszego wewnętrznego mędrca jest zobowiązanie wejścia na pokład każdego dnia i przybliżanie się  do wszystkiego tego co dzieje się niezauważalnie, wszystko czego doświadczamy poza nasza świadomością. Właśnie to czego pozornie nie rozumiemy i nie zdajemy sobie sprawy najbardziej pomaga nam zrozumieć i dostrzec do źródła i jądra tego kim jesteśmy i w jaki sposób chcemy żyć.

Dla mnie momentem kluczowym, w którym zrozumiałam, że mogę otworzyć wiele własnych drzwi,  oznaczał, by nie analizować co joga może mi podarować. Nie wiemy dokąd płyniemy w chwili,  gdy łódź odpływa, trzeba zaufania i wiary, że płyniemy we właściwym kierunku. Wystarcza zaufanie i  decyzja, że będę wchodzić  do łodzi i podążać razem z prądem wody w której się znajduję.  Tego dokąd zaprowadzi mnie joga, można dowiedzieć się tylko wtedy, gdy łódź nie będzie stała pusta, gdy nasze postanowienie regularnej praktyki nie okaże się ulotnym pragnieniem. Dotrzymanie słowa samemu sobie liczy się bardziej niż pojawiające się w życiu pokusy na które łatwo się obejrzeć, ale zawsze pozostaje wybór, odwrócenia wzroku i wybranie łodzi, by wrócić tą łodzią w najpiękniejsze kraje, do siebie i dać sobie schronienie i miłość.

To piękna podróż, po drodze odkrywamy na nowo w sobie mistrza, który wie dokąd zmierza i nie ma wątpliwości czy wybrany kierunek jest właściwy. Komu w drogę, temu czas. Szerokiej drogi. Namaste.