Powodów dla których świat ćwiczy jogę jest tyle, ilu ludzi jest na tym świecie, a przynajmniej tyle, ilu ćwiczy jogę. Ja ją ćwiczę od lat, pierwszy raz rozciągałam się na dywanie w moim dziecięcym pokoju. Musiałam być wtedy w przedszkolu. Nie pamiętam mojej motywacji, prócz tego, że w ręce wpadła mi niewielka książeczka z rysunkami zakręconych we własne kończyny postaci. W mojej rodzinie nikt nie ćwiczył, nikt nie potrafił też powiedzieć mi skąd wzięła się książeczka, którą rozkładałam przede mną podłodze. Myślę, że kupiła ją mama, która zawsze była zainteresowana jogą, ale obawa przed wysiłkiem brały górę, więc książeczkę przekazała mnie. Próbowałam więc naśladować to co widziałam na rysunku. Robiłam to miesiącami, ale w końcu przestałam. Dywan zamieniłam na baletki i podskakując w różowej spódniczce oddałam się pasji tańca, zapominając o jodze.

Wróciłam do niej w bólach kręgosłupa, zaraz po studiach licencjackich, mieszkałam wtedy w Berlinie. Pełno starszych, obolałych pań przyjechało swoimi pięknymi samochodami na zajęcia przy uniwersytecie w luksusowej dzielnicy Dahlem- salę oświetlało brzydkie światło i szpecił nieatrakcyjny atrakcyjny wystrój sali gimnastycznej. Niemki zaciskały twarz z wysiłku, ale brnęły w ból nie poddając się oporowi mięśni ani umysłu. Kontynuowałam razem z nimi, choć prócz bólu kręgosłupa nie znalazłyśmy innych wspólnych punktów, które mogły nas połączyć. Przez długi czas pojawiałam się co wtorki i czwartki późnym wieczorem: wierna oddechowi, który uspakaja, otwarciom klatki piersiowej, dającym uczucie lekkości, silnym ramionom, które z czasem mogłyby unieść moje ciało do góry w staniu na głowie. Brzuch miał nabrać mięśni z czasem, ale zamiast tego w jego wnętrzu pojawiło się dziecko, a ja z Niemiec przeniosłam się do Paryża. Znalazłam więc jogę dla kobiet w ciąży. To była niesamowita joga, pełna skupienia, ciepłego światła wypełniającego salę, masa pomocy, kocy i asystentów układających nas na długie przepełniające dobrem i ciepłem chwile. Praca nad otwarciem bioder, wzmocnienie mięśni podbrzusza, kręgosłupa, rozluźnienie spiętych górnych pleców, by łatwiej w kolejnych miesiącach nosić przed sobą słodkich kilka, dodatkowych kilogramów. Po jodze rozmowy z kobietami, takimi jak ja, zbyt wielkimi, z opuchniętymi stopami i zmienionymi ciałami. Biegłam tam dwa razy w tygodniu na półtorej godziny za każdym razem nie mogąc się doczekać kolejnej lekcji. Z innymi joginkami zaczęła łączyć mnie masa innych wspólnych tematów i kilka z nich niedługo później były już moimi przyjaciółkami. Z nimi niedługo później spacerowałam po skwerach i parkach Paryża pchając wózek przed sobą. Życie skomplikowany to jednak choć i piękny twór, w dodatku taki co kochał mnie po świecie. I stało się. Musiałam pożegnać moje jogowe przyjaciółki i wyjechać do miasta pełnego  eleganckich pań z dobrych domów. Duesseldorf. To miejsce nie kojarzy mi się z niczym pozytywnym. Zdaje się, że miałam wtedy depresję, więc prześlizgnę się  szybko pamięcią po moich  asanach, które tam wykonałam. Oddając małego Mateusza w ręce opiekunki -biegłam do klubu fitness, gdzie jedyną moją prawdziwą i wierną przyjaciółką była joga.  Joga w klubie fitness zawsze wystąpi  w okrojonej szacie. Klimatyzowane sale o chłodnym świetle pozwalały  mi jednak zapomnieć  o trudach życia z dala od przyjaciół i rodziny. Miarowy, głęboki szum własnego oddechu odpędzał uczucie samotności, zastępując ją ciszą -budzącą spokój i koncentrację. Joga pozwalała mi wtedy zachować równowagę i siłę oraz zwyczajnie przetrwać.

Dziś łatwo napisać PRZETRWAĆ, ale wtedy nie wydawało mi się to możliwe, dlatego pewnego dnia, zdecydowałam, że wracam. Do kraju, do domu, do rodziny, przyjaciół. Zdawało mi się, że wszyscy na mnie czekają, a nawet, że nie tylko moje, ale również ich pełnia szczęścia zależy od mojej obecności przy nich. Szklane domy. Nie wiem czy powinnam dużo jeszcze tutaj napisać. Kilka uroczystych kolacji, wyjść z przyjaciółmi, gdzie unosisz ręce w górę i wirujesz radośnie, cieszysz się, że jesteś, że są oni i sądzisz, że wszystko się układa tak jak powinno. Jeśli jeszcze masz pracę, której szukałaś to pewność, że jesteś na właściwym miejscu gwarantowana. A jednak ? Praca, owszem- lukratywna, ale źle płatna plus ….. Czy korporacja pożądana przez wszystkich dziennikarzy w stolicy, ludzie pełni fałszu, zawiści i gotowi by przebiec po tobie jak po placku rozklepanym na podłodze to pełnia szczęścia? To pytanie szybko zastąpiłam innym. Czy praca zawsze musi cisnąć, a ludzie zawsze tak wykorzystują drugiego. Dużo pytań, a ciężar jak plecak z kamieniami ograniczała moją zawodową podróż. I wtedy wyzwolenie ogłasza moje zdrowie. Pewnie dlatego, że to ja chciałam przetrwać i ono nie daje mi szansy, by dać się zadeptać, zmarnować. A więc: powstanie, rewolucja i odchodzę, bo zmusza mnie intuicja, tląca się we mnie wewnętrzna iskra woli przetrwania. Zniszczone zdrowie trzeba naprawić, trzeba odnaleźć sens i siebie. I znów joga, jak dobra przyjaciółka przemyka się na tyłach mojego życia. Skromna, dobra, cicha i pomocna, jak kilim na ścianie, którego wartość znają domownicy, ale nikt już go nie zauważa, nie podziwia. Joga pomaga dojść do siebie po przejściach, znaleźć nowy sens….musi być gdzieś jakiś. I jest!

Nowa pasja, nowe wyzwania i wiele nowych ludzi i miejsc. Pięknie, wytwornie, zwiewnie i światowo.  Pracowałam znów- projektując, podróżowałam, pisałam. Odwiedziłam wiele miejsc w Europie i na świecie,  rozwijałam matę o różnych porach dnia i na różnych kontynentach: Tajlandia, Indie, Indonezja były tylko początkiem, szukałam  odpowiedzi na pytanie stosując je do siebie i innych. Co nas wszystkich joginów składania do mobilizacji, regularności, mimo pracy, rodziny, obowiązków.  Zaczyna się od bólu. Fizyczny albo psychiczny, a jeszcze częściej mix obydwóch. Zaczynając od tego, że nie ma nic gorszego niż psychiczne zrównanie z ziemią, albo podobne tylko fizyczne ograniczenie wyprostowania pleców rano albo zawiązania odwiązanych sznurowadeł na ulicy. Później docenia się inne zalety, oddech, koncentrację, spokój, czas w którym możesz spotkać siebie i nikt nie może ci w tym przeszkodzić. Czas na swoją praktykę. Joga cię nie zawiedzie, kiedy czujesz się oszukany przez bliskich, odstawiony na boczny tor przez życie, zawsze możesz rozwinąć matę jak czerwony dywan dla króla życia. Dla siebie. I wszędzie to samo, bez względu czy akurat wybierzesz zbyt luksusowy retreat na egzotycznej azjatyckiej plaży, prestiżowe miejsce w Indiach czy zwykłą prostą i niezbyt ładna shalę ( salę)  w małym miasteczku w Stanach.  Ludzie ćwiczą jogą, bo ona daje im poczucie stabilności, poczucie siły i bezpieczeństwa, oparcia. Na macie, pod stopami, a potem w sobie.  Zawsze gdy, zawiodą cię inni lub zdrowie fizyczne, a może  twój umysł - wystarczy ją rozwinąć, stanąć na niej podnieść dłonie do góry, zrobić głęboki wdech. Pozwolić sobie na tę chwilę spotkania. Mata jest lekka i nie zajmuje dużo miejsca w walizce, znasz sekwencje i materialne ciało, które cię nosi, a Ty je używasz, więc wiesz, czego ci potrzeba, nie szukasz wymówek. Joga staje się tak samo ważna jak pożywienie. Ona jest twoim pożywieniem.  W podróży życia dotarłam do Nowego Jorku. Wakacje połączone z poszukiwaniem inspiracji do mojej pracy projektowania ubrań. Szukając wytchnienia od rodzinnych emocji buzujących w hotelowych pokojach znalazłam adres studia w którym postanowiłam znaleźć  kilka oddechów i zbawczą pustkę w głowie.  Studio jogi mieściło się w chmurach.  Budzący się letni pochmurny dzień nad ulicami najbardziej pożądanego miasta świata. Na sali skupienie, głośny szeleszczący oddech praktykujących, wilgoć aktywnych ciał. Czy praktykuję ashtangę zapytała pani w recepcji. Nie. Nie znam nawet. Jogę –tak od lat. Dostałam kartkę, każda pozycja była znana, ale ułożona w nieznaną mi sekwencję. Zaciekawiona spróbowałam. Ludzie zbyt pogrążeniu we własnej medytacji w ruchu, skupieni na oddechu, następujących po sobie asanch, przejściach czyli vinyasach, nauce koncentracji, czyli punktów zakotwiczenia wzroku czyli drishti, by przyjrzeć się mojej niepewności, mojemu zagubieniu.  Być może byłam niezdarna w tym procesie, być może niezgrabnie wchodziłam w pozycje, bo praktyka w asthtandze jest dynamiczną praktyką i wymaga aktywnej pracy, ruchu połączonego z oddechem, ale prócz tego, że poczułam, że to jest moja praktyka,  nie zdarzyło się nic co mogłoby spowodować, bym poczuła się śmieszna. W szatni, już po, miłe rozmowy, ściszone głosy, ziołowa herbata. Skąd jestem, dobrze, że przyszłam. Dlaczego, więc miałam nie pokochać ashtangi? To joga która łączyła wszystkie jogowe puzzle jakie poznałam przez lata, a do tego społeczność ashtangowców, znających moc tej gałęzi jogi. Jak dzieci tej samej matki, podobni do siebie, te same motywacje, nierzadko życiowe doświadczenie,  otwarci na innych, ciekawi tych samych miejsc i spragnieni podobnych do siebie ludzi. Zatem niezależnie gdzie jesteś w którym zakątku świata jeśli znasz praktykę Mysore lub chcesz ją rozpocząć, przyjmą cię z otwartymi rękoma połączeni ze sobą niewidzialną nicią jak oddech z ciałem . tak brzmi cała prawda o jodze. Znacie już powody. Jeśli jest jakiś jakiego nie wymieniłam to z nadpobudliwości joginki. Pracuję nad koncentracją. Droga jest długa, droga jest celem. Wiem już że nie ma pośpiechu, że najważniejsze że jestem na właściwej drodze.

 

 

Ekam- wdech nos i ręce do góry- patrz na kciuki- jadąc do Nowego Jorku zajmowałam się projektowaniem kobiecych ubrań. Całkiem przypadkiem zrozumiałam, że to co zabrała mi moja praca podarować może mi tylko joga. Spokój ducha, czas dla siebie, przyjaciół, zdrowy kręgosłup, zrelaksowane i rozciągnięte ciało. Postanowiłam zostać nauczycielem jogi. Postanowiłam, by to co kocham-  stało się częścią mojego życia.

 Dve- wydech, ugnij kolana, zegnij się w pół, głowa do kolan, dłonie na matę. Po wielu latach mieszkania w Polsce znów postanowiłam wyjechać. Tym razem Londyn. Praktykowałam w wielu szkołach, zanim znalazłam tę, która mogła dać mi to czego szukam. Ludzie? Zawsze otwarci, zmotywowani i bardzo zdyscyplinowani, odważni, szczerzy, pewni siebie, pozytywni, cierpliwi. Tak właśnie kształtuje Ashtanga.

Trini- wdech, prostuj plecy, dłonie nadal na macie, patrzymy przed siebie- zatem patrzę przed siebie.  Skończyłam szkolenia, warsztaty, w społeczności znalazłam znajomych, przyjaciół, joga daje mi wszystko czego szukam, wróciłam po ponad roku z Londynu, tu mój dom, moja Warszawa, wspaniali ludzie, którym potrafię pomóc, a oni otwarci są na jogę i na mnie- cieszę się, że mogę tworzyć miejsce w którym mogę ich spotykać.

Catvari- wydech, skok lub przejście do tyłu. Kiedy już skoczyłeś do tyłu, zostań tam i wolno opuść ciało w dół,  zatrzymaj się nad podłogą i ciesz poczuciem kontroli i siły jaką uzyskujesz nad własnym ciałem. Nie patrz w przeszłość, nie ważne co nam się przydarzyło, joga leczy bóle, leczy depresję, a nawet traumy. Wszyscy przechodzimy w życiu tym samym tunelem, a potem razem możemy iść na ten sam szczyt. Tak jest miejsce dla każdego z nas. Tylko każdy inaczej go interpretuje. Nie ma wygranych i przegranych, życie to nie konkurs.

Pancha- wdech, spójrz do góry, przysuń biodra w kierunku łokci, wyprostuj je i popatrz w górę. Ludzie w jodze szukają wielu różnych rzeczy, w każdym państwie Europy i wszystkich państwach i kontynentach zachodniego świata. Ludzie ćwiczą jogę, ćwiczą ashtangę z wielu różnych powodów. Najczęściej zaczynamy z powodu bólu pleców albo zszarpanych nerwów. I choć motywatory  wejścia na matę  są różne, nadzieja pokładane w jodze nie różnią się pomiędzy narodowościami.  

Sat – wydech, opuść głowę, przenieś ciężar ciała na stopy i nogi. Głowa swobodna pomiędzy ramionami. Oddychaj spokojnie, teraz weź pięć spokojnych oddechów.  Codziennie wstajemy z łóżka, jemy, odkręcamy wodę by umyć zęby i ścieramy okruchy chleba z deski na niego. Jesteśmy innymi ludźmi, a mimo to, mało kto potrafi zatrzymać się w tych czynnościach, znaleźć spokój w odgłosie kubka stawianego na blacie.  Większość z nas pozwala teraźniejszości odpłynąć, zapomina o niej w chwili kiedy się wydarza. Joga uczy nas koncentracji, zatrzymuje szmer niepotrzebnych myśli, wyciera gąbką szary  pył chaosu dnia. Uczy na bieżąco, jest zmotywowanym, pełnym zapału nauczycielem, na tyle zdeterminowanym na ile sami jej na to pozwolimy.

Sapta- wdech, spójrz do przodu, ugnij kolana, stabilne silne dłonie, przejdź stopami między nimi. Czasem przychodzi czas zmiany, niekiedy przemiany, nagle znajdujemy siły, odwagę i inspirację. Czasem wracamy do korzeni. Do jogi która pociąga i ciekawi, choć nie rozumiemy dlaczego i tylko domyśleć się można, że chodzi o obrazki z mocnymi pociągnięciami ołówka rozłożone na dywanie w dziecięcym pokoju.  Być częścią czegoś. Trzeba czasu by wrócić, by znaleźć tory prowadzące do domu, poczuć, że jest się gotowym, że nadszedł czas.

Astau- wydech, skłon do kolan, dłonie przyciśnięte do maty- jestem nauczycielem jogi. Joga to ścieżka, podążam wiec drogą nadal się uczę. Czasem potykam, może jeszcze nie nauczyłam się kilku kwestii, ale wiem, że bycie nauczycielem jogi to zaszczyt i wielkie zobowiązanie. Ktoś dawno temu powiedział mi, że jestem za wysoka na jogę, kto inny, że niezbyt już młoda. Mnie na tą decyzję pozwoliła intuicja. Trzymajmy się tego co czujemy, nikt nie ma prawa zaglądać nam w nasze kodeksy, umowy podpisane z siłami które rzuciły nas w wir życia. Intuicję zaburzają nam media, niespełnione marzenia naszych rodziców, presja społeczna, a nawet nasi nauczyciele. Słuchajmy wewnętrznego głosu, nauczmy  się oddychać, oddech poprowadzi nas zawsze do domu, do wnętrza, miejsca, gdzie tylko można  spotkać siebie.

Nava- wdech- unieś ręce spójrz na dłonie. Wszystko w twoich rękach. Tam do góry jest ksomos, wszechświat, a my tylko jego częścią. Musimy być pokorni, wytrwali, obecni w chwili. Joga to jedność, jedność nas w nas i pogodzenie nas z nami. Spokój i szelest  oddechu.

 Namaste. Dlatego świat ćwiczy jogę. Dlatego jogę praktykuję JA.

Wyjaśnienie: ( ekam, dve, trini…. ) Jest to metoda rozliczania serii (układów choreograficznych) Ashtanga jogi zawiera określoną liczbę vinyas (ruchów połączonych z oddechem), wejść i wyjść z pozycji, rozliczanych na głos przez nauczyciela w sanskrycie. Każda asana posiada właściwą sobie liczbę zatrzymań. Liczenie każdej Vinyasy zaczyna się i kończy od pozycji Samastitihi, czyli pozycji w której stoi się pewnie i równo. Autorka Olga Passia rozliczyła Powitanie Słońca- pierwszą z Vinyas, którą rozpoczyna się praktykę)  symbolicznie odnosząc każdy ruch do oddzielnej myśli i sytuacji, która chciała podzielić się z czytelnikami.