Nie potrafię cieszyć się Świętami, chciałabym, ale zupełnie nie umiem odnaleźć się w nagłych odmiennych od codziennych gestach, ozdobach czy smakach. Radosne dźwięki z radia i głośników galerii handlowych, wiadomości tekstowe od ludzi z którymi nie mam kontaktu na co dzień, wszystko to nie pozwala mi wierzyć w trwałość ludzkiej natury, bo wiem, że ta bajka potrwa zaledwie kilka dni. Moje dziwne nastawienie do Świąt z pewnością jest też przykre dla moich bliskich, bo zamiast widzieć mnie w kuchni mieszającą kapustę, smażącą cebulkę i krojącą grzyby widzą mnie pakującą się do drogi. Powodów mojej niechęci do celebracji tych dni na końcu każdego roku z pewnością jest więcej, ale dopiero, gdy joga stała się częścią mojego życia zrozumiałam, że mogę pozwolić sobie na życie w zgodzie z tą którą jestem. Dlatego bez urażania innych, wybieram ścieżkę w której nie chcę dłużej urażać siebie.

 

Kiedy byłam młodą dziewczyną życiowe zdarzenia ukradły mi moją prawdziwą skórę. To zdarza się większości z nas, jedni tracą ją jak ja poprzez zakłócenie spokoju i bezpieczeństwa, inni realizują marzenia rodziców, a nie własne, inni tracą miłość, możliwość doskonalenia swoich talentów, wiarę w ludzkie dobro, cokolwiek, by to nie było w rezultacie z braku doświadczenia, czy nieumiejętności przewidywania skutków pogodzenia się z tą utratą, nieumiejętności przejrzenia ludzkich intencji - godzimy się na brak skóry i chronimy nasze ciała zewnętrznym okryciem. Z biegiem czasu, mięsnie pod sztucznym odzieniem twardnieją, tworzymy niedostępny pancerz do którego wnętrza z czasem trudno będzie dostać się nam samym. Tracąc siebie nie wiemy kim jesteśmy, jaką mamy misję, ani co mamy do wykonania.

Robimy wszystko, by sprawdzić się w świecie rzeczywistym- mamy ambicje, które mają wszyscy i dążymy do celów, podobnych do tych, które ma większość z naszych znajomych I przyjaciół. Działamy, realizujemy, biegniemy, rodzimy dzieci, kochamy, czasem rozwodzimy się i znów chcemy kochać, ale wciąż czujemy się niespełnione, samotne, zgubione, wciąż nie zdając sobie sprawy, że brak nam naszej właściwej skóry. Proces odzyskania jej jest możliwy, nawet wtedy, gdy jesteśmy wyczerpane i słabe, gdyż za długo już pozostajemy bezdomne, nie posiadając dostępu do swojego naturalnego domu, poczucie bezdomności jest nieuniknione.

Za dwa dni Boże Narodzenie. Narodziny dziecka- dla mnie dziś, to okazja do poszukiwań dziecka we mnie. Odnalezienia swojej własnej skóry. To, że widzę to najważniejsze święto chrześcijańskie inaczej niż część z nas, nie oznacza, że je ignoruję. Kupię choinkę i będę śpiewać kolędy wieszając kolorowe ozdoby na drzewku. Usmażę potrawę wigilijną lub nawet kilka, zadzwonię do ważnych dla mnie osób, zamknę walizkę i wyjadę. Jako dziecko zdana byłam na siebie, na własne towarzystwo i w te dni potrzebuję powrotu do mojego wewnętrznego domu, do siebie, cichego procesu odzyskiwania własnej skóry i nie udałoby mi się to pomiędzy kolejnymi nakryciami do stołu.

Nie chcę zbytnio przeceniać roli jogi w zmianę mojego myślenia o tym kim jestem. Nie chcę angażować znaczenia wykonanych asan czy powtórzeń całej pierwszej serii, którą wykonałam w ciągu ostatnich lat setki razy w odkrywanie siebie, ani odnajdywanie mojej skóry. Zszywam ją powoli i powoli odnajduję jej kawałki. Cykl odejść i powrotów w naszym życiu jest zmienny, tak samo jak sposób praktykowania. Wszystkim joginom znane są etapy w których tygodniami ich motywacja i determinacja przerasta ich najśmielsze oczekiwania i dumę, by potem rozczarować i przyglądać się sobie jak toczymy na macie walkę o powitania słońca oraz kilka pierwszych pozycji stojących. Walka o narodzenie dziecka w nas jest podobnym procesem. Niektórych budzi świadomość utraty już w wieku lat trzydziestu, innych czterdziestu, a czasem dopiero pod koniec życia puka do naszych drzwi nasza porzucona skóra i wiadomo, że trudno będzie wybaczyć sobie, że nie odważyłyśmy się wczesnej na jej poszukiwania, na życie we własnej skórze. Ashtanga swoim systemem ukorzeniania, bez wątpienia dzięki medytacji w ruchu i wzrastania, rozwoju i dyscypliny nawołuje nas do powrotu do własnej skóry. Może powodem jest oddech, wracamy przecież do najprostszych, a zarazem najbardziej zagubionych źródeł własnej mocy i tam odnajdujemy potrzebę powrotu do domu oraz drogę do niego. Może powodem jest asana? Pozycja fizycznego wytchnienia, w której umieszczamy własne ciało każąc mu cierpliwie czekać, być może to powoduje w nas przebudzenie dziecka, które odkrywa nagle w sobie niecierpliwość, ciekawość praktyki, świata siebie i tego co stanie się dalej z uległym umysłowi ciałem.

Może ten umysł budzi się i chce sprawdzić na ile nie tylko ciało, ale i otaczający świat zechce mu się podporządkować (w ramach nieraniących nikogo). A jeśli to okaże się możliwe, czy nie trzeba będzie zrobić kroku wstecz i zacząć procesu od odszukania w sobie swoich pierwotnych potrzeb? Odważyć się na usłyszenie swojego wewnętrznego głosu, odszukanie swojej skóry, która zdecyduje dokąd tak naprawdę chce się wybrać. Joga uświadamia nam stan naszego ciała, jego potrzeby, możliwości, ograniczenia. Na początku nie wiemy co się z nami dzieje, robimy skłony, przsuwamy stopę do przodu, patrzymy w górę i w dół zupełnie nie widząc czemu to całe zamieszanie ma służyć, ten cały chaos wydaje się być jakimś bezsensownym narzędziem.

Skóra duszy zaniknęła bo przestaliśmy zauważać to, co naprawdę robimy, decydując się na plan narzucony przez kulturę w jakiej wzrastamy, wzorce i motywy rodziny z jakiej pochodzimy, narzuconą modę społeczeństwa w które chcemy się wpasować.

W końcu odzyskujemy oddech, jasność umysłu i z czasem orientujemy się sami czy stoimy na macie krzywo czy prosto, czy nasze biodra są skręcone, czy przyjmują właściwe ustawienie, by w pełni korzystać z danej pozycji. Kiedy w jodze odzyskujemy świadomość ciała, zaczynamy je odkrywać I akceptować jakiekolwiek by ono nie było. Opiekujemy się nim, pielęgnujemy je po to, by dotrzeć głębiej, by dotrzeć do potrzeb duszy. Czasem droga prowadzi poprzez odzyskanie skóry, tej jedynej, właściwej nam, odważnej, jednorazowej, nietuzinkowej, bo utrata tej skóry to wypieranie siebie i zbyt duża cena jaką za to płacimy, możliwe że niejednokrotnie zdrowia, stabilności psychicznej. W te święta Narodzin Dzieciątka Jezus, pomyślcie o sobie jako o rodzącym się dziecku. Trzeba dużo woli i siły charakteru, by pozwolić sobie na odzyskanie skóry, na ponowne narodziny, na wykarmienie noworodka. Wesołych Świąt.